Tajfun

Fragment rozdziału niepublikowanej powieści „Operacja Tajfun” pisanej w latach 2010-2013
Coraz więcej teorii tłumaczących genezę religii przypisuje tzw. „magicznym roślinom” ważne miejsce w tworzeniu się kultury ludzkości. Efekt działania magicznych roślin, zwanych enteogenami zależy przede wszystkim od intencji i nastawienia osoby przyjmującej dany enteogen.

Poglądy mistrza zen na zastosowanie enteogenów w celach poznawczych- Dokusho Villalba Sensei „Rozpuszczając korzenie cierpienia”

(...)Innym spojrzeniem na ignorancję jest pojmowanie jej w sensie błedu percepcji (percepowania), zdeformowania procesu kognitywnego przez który umysł ludzki próbuje uchwycić rzeczywistość – niekompletne lub nieprawidłowe odwzorowanie „bycia bytu“ Efektem tego stanu rzeczy jest iluzja i zniekształcony obraz rzeczywistości oraz niewłaściwe zachowanie, manifestujące sie przez ból i cierpienie, nieznośny ciężar codziennej egzystencji, gdzie podstawowa potrzeba szcześcia pozostaje niezaspokojona (nieuświadomiona). Z tej perspektywy szczeście możemy określić jako doskonałą emocjonalną, umysłową, duchową, fizyczną, społeczną i środowiskową adaptacje człowieka do swojej prawdziwej natury.

Enteogeny (dosł- „Te, które dają powstać wewnętrznej boskości“) to syntetyczne lub naturalne substancje, pozwalające w jednej chwili uwolnić się z logicznej koncepcji bytu i doświadczyć innych poziomu łańcucha bytu. W naturze występuje szereg roślin posiadających właściwości „uwalniania“ Najbardziej znane to ayahuasca, pejotl, cannabis, yopo, amanita muscaria, iboga, szałwia wieszcza. To oczywiście tylko kilka najbardziej powszechnie znanych. Może warto wspomnieć jeszcze o bieluniu (datura i szereg odmian występujących na różnych szerokościach geograficznych) potężnej i niewątpliwie niebezpiecznej dla niewtajemniczonych roślinie, która zwłaszcza w kulturze europejskiej odegrała znaczącą rolę. Większość składników odpowiedzialnych za psychoaktywne właściwości tych roślin została zsyntezowana w warunkach laboratoryjnych.

Jedna z maksym Nauk Buddyjskich głosi: „że wszystkie czujące istoty będą wyzwolone z cierpienia i jego przyczyn“. Nie potrafię wyobrazić sobie moralnie słusznego argumentu, dla którego terapeuci nie powinni wykorzystywać tych substancji aby leczyć ludzkie cierpienie i ból, skoro dozowane racjonalnie nie prowadzą ani do psychicznie czy fizycznie negatywnych skutków ani nie powodują uzależnienia.- Dokusho Villalba Sensei „Rozpuszczając korzenie cierpienia”
(...) Zwykła szklanka dobrego czerwonego wina lub jedzenie, mogą być toksyczne dla organizmu i prowadzić do umysłowej otępiałości. Powietrze, którym oddchamy stało sie toksyczne. Aspiryna jest toksyczna. Naturalne produkty też mogą być toksyczne. Nie możemy zapominć co, zwykł mawiać ojciec zachodniej medycyny: „Jedyną różnicą pomiędzy trucizną a lekarstwem jest ich dozowanie.“ I podobnie rzecz ma się z psychodelikami, brane w odpowiednich ilościach, nie zanieczyszczają organizmu, nie ogłupiają świadomości, działają jak lekarstwo, które rozpuszcza trucizny umysłu. Dlatego dozowanie jest tak samo istotne jak stan umysłu biorącego enteogeny. (...) najwiekszą trucizną jest ignorancja. Kiedy umysł jest od niej wolny, praktykujemy wskazanie o nieintoksykacji. Prawidłowe dawkowanie enteogenów, umożliwia dostęp do wyższych stanów świadomości charakteryzujących się większą jasnością i rozumieniem oraz głebokimi i mierzalnymi zmianami zachowania. I tak, psychodeliki, ułatwiają rozpuszczanie ignorancji, rozumianej jako ograniczone postrzeganie rzeczywistości skupione na „ja“ i „moje.“
(...) We wszystkich przypadkach magiczne rośliny powinny być praktykowane z mądrościa (prajna) i właściwymi środkami (upaya) w odpowiednim kontekście (setting), z odpowiednim celem (bodaishin) i z odpowiednim wewnętrznym nastawieniem (set).
(...) Przyjmowanie psychodelików, podobnie jak praktyka medytacji, wymaga szerokich horyzontów i etycznej bazy z nadrzędnym celem działania dla dobra wszystkich czujących istot. Enteogeny mogą być także błędnie przyjmowane, jako oszałamiacze lub narkotyki, w takim sam sposób jak religia, nawet Buddyzm lub co innego – polityka, kultura, baseball – mogą stać się „opium dla ludu“.
(...) Mam poczucie, że samo ich używanie, nie jest wystarczające aby zintegrować te stany z osobowością i codziennym życiem, podobnie jak doświadczenia satori czy wglądu, nie są wystarczające aby naprawdę dokonała się transformacja osobowości bez zintegrowania doświadczenia dnia codziennego. Uważam, że zakaz używania enteogenów jest zamachem na wolność sumienia i prawo do religijnej praktyki. Psychodeliki pomogły mi, poza innymi rzeczami, zrozumieć, cel mojego życia, odkryć i zintegrować ciemniejsze strony mojej osobowości i uwolnić kreatywność. Poprzez ich zażywanie, doświadczyłem niespotykanie intensywnego stanu „świadomoego snu“ i „świadomego snu bez marzeń sennych“ gdzie, Czyste Światło Istnienia jaśnieje poza czasem i przestrzenią, poza życiem i śmiercią.- Dokusho Villalba Sensei „Rozpuszczając korzenie cierpienia”


E.A.Poe. Coleridge, Baudelaire, Rimbaud, Thomas de Quincey, Cocteau, Einstein, Theofil Gauthier, Modigliani. Honore de Balzac, Gerarde de Nerval, Alexander Dumas ojciec i Charles Baudelaire palili z upodobaniem sprowadzany z Algierii haszysz. i wielu wielu innych o których nie wspomniałem, nie dlatego, że ich nie ma, a dlatego, że chciałem umieścić zwłaszcza tych twórców, którzy w zauważalny sposób wpłynęli na kształt kultury, literatury i sztuki nie tylko swoich czasów i których twórczość nasycona jest fascynacją substancjami psychoaktywnymi. Z naszego podwórka Mickiewicz, Słowacki, Białoszewski, Krasiński, Witkiewicz, Choromański, Kraszewski, Przybyszewski byli miłośnikami (czasami przymusowymi, ze względów medycznych, jak na przykład J.I Kraszewski, różnego rodzaju substancji psychoaktywnych)

Nie będę tutaj omawiał szczegółów biografii każdego z wymienionych twórców wspomnę tylko jak wielki wpływ wywarły substancje psychoaktywne na ich twórczość. W większości przypadków były to prowadzone z rozmysłem eksperymenty, które miały być twórczą introspekcją poszerzającą myślowe horyzonty i pozwalające uchylić rąbka tajemnicy, szczególnie w przypadku poetów i pisarzy związanych z nurtem romantycznym

Thomas de Quincey- pisarz angielski, autor między innymi nowatosrkiej w formie i treści książki „Wyznania angielskiego opiumisty” Powieść została opublikowana na łamach szacownego periodyku „London Magazine” w 1821 roku.
"Jest to proza, której zarówno treść, jak i forma należą do najbardziej nowatorskich w dziejach literatury angielskiej. (...) To doskonałe przykłady opisu przeżyć wewnętrznych i własnej świadomości. Są tu również opisy wydarzeń lub miejsc, ale zawsze przeważa nuta osobista, chęć samookreślenia się, chęć dojścia prawdy o samym sobie. (...) To próby przedstawienia wewnętrznego świata autora, jego wizji, marzeń i fantasmagorii. Są to poematy prozą (...)"- tymi słowy charakteryzuje niezwykłą prozę de Quinceya autorka przedmowy do polskiego wydania tej niezwykłej książki, Wanda Rulewicz
Książka ta jest niezwykłą i głęboką literacką relacją z życia artysty, który z powodu prozaicznych problemów z żołądkiem, był zmuszony używać tego popularnego i taniego środka przeciwbólowego, jakim było opium w tamtym okresie w Anglii. Niewątpliwe ogromny wpływ tych wyznań na kolejne pokolenie romantyków i neoromantyków spowodował fascynację różnego rodzaju wspomagaczami wyobraźni. Wspomnienia opiumisty są cennym dokumentem obrazującym ogromne zainteresowanie ówczesnych elit europejskiego romantyzmu odmiennymi stanami świadomości.

Opium w czasach Quinceya było powszechnie i dla każdego dostępne. Jego ceny z powodu importu z Chin bywały nawet niższe od cen alkoholu i dlatego często to właśnie opium, czy jego alkoholowa nalewka laudanum stosowane było powszechnie nie tylko przez warstwy uprzywilejowane, ale również przez angielską biedotę, jako tańszy zamiennik alkoholu. Nikt w tamtych czasach nie słyszał o zjawisku narkomanii i pomimo znacznej popularności tej niewątpliwie uzależniającej, aczkolwiek niezwykłej substancji, opium było całkowicie legalną i nie kontrolowaną przez kogokolwiek substancją leczniczą i zamiennikiem droższego alkoholu.

Podsumowując tę krótką notkę poświęconą najpotężniejszemu z naturalnych narkotyków pokuszę się o zacytowanie wspaniałej charakterystyki tego fascynującego, a jednocześnie przeklętego narkotyku, którego rozkosze i udręki konsumpcji w tak precyzyjny i doskonały sposób przekazał w swoich pamiętnikach Thomas de Quincey: „Powiem krótko, ujmując to jednym zdaniem: człowiek odurzony alkoholem albo mający zamiar się odurzyć znajduje się, i czuje, że się znajduje, w stanie, w jakim góruje w nim czysto ludzka, często zbyt brutalna część jego natury; ten natomiast, kto zażywa opium (mam na myśli takiego człowieka, u którego opium nie powoduje żadnych chorób ani innych skutków ubocznych), ma uczucie, że zdecydowanie bierze w nim górę bardziej boska część jego natury; polega to na tym, że odczucia moralne znajdują się u niego w stanie niczym nie zmąconej powagi, a ponad tym wszystkim jarzy się wspaniałe światło potężnego intelektu.
Taka jest doktryna prawdziwego Kościoła na temat opium, Kościoła, za którego jedynego członka ja sam się uznaję, będąc jego... alfą i omegą”. Thomas de Quincey, pomimo że dostrzegał wady i zalety swojego uzależnienia od opium, nigdy się z niego nie wyzwolił, pomimo wielokrotnych prób. Przeżył 75 lat, będąc od lat młodzieńczych uzależnionym od opium, gdyż alkaloidy z tej grupy substancji psychoaktywnych, przy całym swoim potencjale uzależniającym, nie wpływają destrukcyjnie na organizm człowieka, a ich szkodliwość, w stanie czystym, jest nieporównywalnie mniejsza niż szkodliwość alkoholu, który spożywany często doprowadza do stopniowego uszkadzania ważnych dla życia narządów i układu nerwowego.

Innym, ważnym dla literatury światowej twórcą, był Ch. Baudelaire. Napisał słynny wiersz wino, i haszysz, w którym w formie dialogu pomiędzy dwiema używkami wymienia zalety i wady każdej z nich i wyciąga końcowy wniosek, że jednak wino jest lepsze, przynajmniej jako stymulator twórczych możliwości poety. Baudelaire widzi zalety i wady obydwu, jednak w swoim ambiwalentnym stosunku do używek i ułudzie wytworzonej sztucznie radości przedkłada ponad wzloty odurzonego umysłu, radość obcowania z umysłem jasnym i czystym, którego blask znacznie przewyższa ten proponowany przez ducha używek. Generalnie pomimo swoich doświadczeń, przestrzega podróżników przed fałszywymi urokami używek. Wino i haszysz jest pierwszym w europejskiej tradycji dogłębnym studium wszelkich aspektów, łącznie z długofalowym używaniem, haszyszu.

Również w polskiej literaturze zwłaszcza poczynając od romantycznej, możemy wiele wyczytać o skłonnościach do używek. Najpopularniejsze to oczywiście eter, haszysz, opium później również amfetamina, którą dobrze poznał i cenił Miron Białoszewski. Używał jej zamiennie z kofeiną w celu stymulacji psychiki i wykorzystania czasu, którego nigdy za wiele. Dzięki tym używkom skrócił sobie niewątpliwie noc i ...przypuszczalnie życie. Był również namiętnym palaczem, puszczającym z dymkiem parę paczek papierosów o wymownej nazwie „Extra mocne”

Doświadczenia z eterem i innymi znanymi wówczas używkami nieobce były twórcy „Nieboskiej komedii” Krasiński zainteresowany był wzmocnieniem zdolności twórczych za pomocą tej niewątpliwie interesującej i w pewnych okresach historii i w pewnych grupach etnicznych i religijnych popularnej i łatwo dostępnej substancji.

Szczególną postacią i jej wpływem na oblicze sztuki, jej niezwykłym widzeniem świata, które fascynuje odbiorców sztuki do dziś jest Modigliani. Jego charakterystyczne, nieco przerysowane postaci kobiece o wydłużonych szyjach i niezwykłym, nowym i nieodkrytym przez nikogo wcześniej wdzięku zawdzięcza Modigliani swojej słabości do haszyszu i alkoholu. Czy gdyby nie te używki, to mielibyśmy takiego Modiglianiego? Nie można na to pytanie jednoznacznie odpowiedzieć, ale raczej nie.

Inną barwną postacią, genialnym poetą, a w późniejszym życiu awanturnikiem zaopatrującym w broń afrykańskich wojowników, był Artur Rimbaud. Niezwykły i błyskotliwy poeta, którey mając niespełna siedemnaście lat napisał największe swoje arcydzieło, do dzisiejszego dnia stanowiące niedościgłe dzieło wyobraźni twórczej „Sezon w piekle”Jego dążenie do osiągnięcia nowego spojrzenia na rzeczywistość i potrzeba „rozstrojenia wszystkich zmysłów” spowodowały zainteresowanie substancjami psychoaktywnymi, jako środkami do osiągnięcia pożądanego stanu umysłu. Dokładnie opisał zjawisko synestezji będące efektem palenia haszyszu. Również alkohol zajął ważne miejsce w jego twórczości, stając się środkiem do uzyskiwania innej, „pogańskiej” świadomości, obcej człowiekowi cywilizowanemu, a możliwej do odzyskania dzięki zastosowaniu różnych wspomagaczy.

Samuel Taylor Coleridge napisał niezwykły i ponadczasowy poemat Kubla Chan, który w całości inspirowany był opiumowymi snami poety i uchodzi za dzieło niezwykłe i ponadczasowe.- Równie dużo jak o samym utworze, mówi się również o okolicznościach w jakich powstał. Otóż Coleridge stworzył ponad dwieście wersów Kubla Chana w czasie opiumowego snu, a spisywał je z pamięci tuż po przebudzeniu. Inspiracją dla tego utworu była książka, którą czytał przed zaśnięciem – Purchas i jego pielgrzymka.

Wiersz mówi o magicznej krainie ze snu (Xanadu), której nigdy nie udało się przelać poecie na papier, a to, co zostało zapisane, to, jak sam podkreślał, zaledwie część całej wizji. Obecne w utworze wątki oniryczne i fascynacje orientalne sprawiają, że powstały w 1797 roku wiersz jest znakomitym przykładem najgłębszego przeżywania poety, który nie bał się budować dzieła literackiego wokół własnych emocji i doświadczeń.

Kubla Chan wydany został w 1816 roku. Coleridge długo nie chciał się zgodzić na jego opublikowanie, zrobił to dopiero po namowach Byrona. (Wszystko co w poezji Coleridge'a jest naprawdę wielkie można by wydrukować na kilku stronach, a Stanisław Kryński mówi wprost – przez wątłość zdrowia, słabość charakteru i opiumowy nałóg poeta marnotrawił swój geniusz.)

Opium i morfina stanowiły ważny element twórczości Michała Chormomańskiego, twórcy znanej szerokiemu gronu odbiorców powieści „Zazdrość i medycyna”. Wątek morfinizmu, czyli uzależnienia od morfina przewija się przez wiele jego utworów. Dowodzi to jego wielkiej fascynacji tym przerażającym w swoim ogromnym potencjale uzależniającym i niewątpliwie potężnej możliwości generowania stanów twórczej euforii.

© 2020 IRENEUSZ CENCORA