Na śmierć

Kim jesteś? Powiedz? Pytają mnie ludzie. Ja nie odpowiem
Nie mogę przecież rzec, że się zwyczajnie nudzę
Od tysiącleci najbardziej zajęta
Od tysiącleci, raz przeklęta, a raz święta

Pracują by mnie karmić, gonią za chlebem: mówią
Ja na to nic, milczę tylko (zresztą milczę zawsze)
Nieskromnie mówię, ale tworzę ten świat niepoczytalny
Geniusz przez nich przemawia dzięki mnie

Ale już odłóżmy pióro, nie chwalmy, nie chwalmy
Po stokroć przeć byłam chwalona od początku
Chociaż baliście się mnie, śmiertelni
Zawsze mnie przypadła ta odrobina chwały

Jam przecież śmierć jest. Jama mściwy i miłosierny bóg
Przyjaciel wielu, wielu wróg.
I schować się przede mną, uciec
To jakbyś nigdy nie miał wrócić.

Piosenkę tę śpiewałem będąc sam w tym ruin mieście
I nie wiem, co mam śpiewać, kiedy zmrok zapada
To moja pora, polowanie rozpoczęte
Chcę się nasycić, bo przed moim świętem

Czyli pełnią, nie mam konkurencji
Gdy na giętkich nogach sunę poprzez wasz świat
Nie ma dla mnie minut, godzin, lat
Żyję i śpiewam tę pieśń krwi

A wy śmiertelni, nie utrudniajcie mi życia. Otwórzcie swe drzwi.



© 2020 IRENEUSZ CENCORA