Co misie stało

Fragment rozdziału niepublikowanej powieści „Co misie stało”, napisanej w latach 2014–2018.

Jutro obudzi się z czystym umysłem i wszelkie problemy z którymi boryka się od kilku miesięcy znikną, jakby ich nigdy nie było.

Poranna kawa okazała się być czymś cudownym. Doświadczeniem niezwykłym dla zmysłów. Starał się skupić na tej czynności, nie pozwalając umysłowi błądzić. Misiów nie ma. To moja ułuda. Nie jestem opętany, więc ich nie ma. Nie istnieją. To tylko pluszowe maskotki, które trafiły do mnie w nieodpowiednim momencie i zbyt się przejąłem — myślał. — Nie. Nie mam myśleć. Mam pić kawę.

— Co tak rozmyślasz? — Głos Stefka był jak najbardziej realny i dosięgał go jakby mocniejszy i bardziej materialny.
— Wiem wiem. Wolisz, żeby nas nie było. Przeszkadzamy ci. Twój świat uległ skomplikowaniu przez naszą obecność. Możemy odejść, jeśli bardzo chcesz.- Głos Stefka był jakby trochę smutny, ale pełen zrozumienia.- Nie chcemy ci szkodzić. Chcemy tylko z tobą rozmawiać czasami.
- Po co wam rozmowy ze mną- Krzysztof w końcu uległ pokusie odezwania się- A już myślałem, że mam z wami spokój. Że jesteście tylko wytworem mojego umysłu.
- A dlaczego ci przeszkadzamy? W jaki sposób? Czujesz się jakiś inny od reszty ludzi czy coś takiego- Stefek drążył nieubłaganie, zmuszając Krzysztofa do odpowiedzi na pytanie.
- Przecież nikt nie rozmawia z pluszowymi misiami- Odparł wreszcie- To nie jest normalne.
- W jakim sensie to jest nienormalne, skoro rozmawiasz, to widocznie jest to normalne.
-Ale nikt poza mną tego nie robi. Przynajmniej nic mi o tym nie wiadomo- Dodał, trochę niepewny. Właściwie to nie wiem, czy na pewno inni nie rozmawiają. W końcu po coś te misie są. Są od zawsze. W sklepach. Towarzyszą ludzkości po coś. Inaczej by ich nie było. Może rozmawiają, ale się do tego nie przyznają. Przecież ja też się do tego nikomu nie przyznałem.

- Widzisz każdy ma swoje misie. Nie każdy o tym wie i nie każdy to zauważa. Ty to zauważyłeś i teraz jeszcze chcesz się nas pozbyć, gdy to zauważyłeś. To smutne- Zakończył Stefek. Krzysztof miał wrażeni, że Stefkowi zachciało się płakać, ale to nie Stefkowi, a jemu się zebrały łzy w oczach. Poczuł się trochę głupio taki rozklejony czymś co być może jest tylko jego myślami. Tak sobie wolał to tłumaczyć. Trudno mu było zaakceptować jakiś niezależny byt tych pluszaków.

Jak zwykle zagapił się. Miał tyle spraw życiowych na głowie, że zapominał często o tym co najważniejsze. O przyjaciołach. Nie miał ich zbyt wielu. Nie dlatego, że był jakiś mocno niekompatybilny. Przyjaciół najwyraźniej zdobywa się w pewnych okresach życia. Reszta to tylko znajomości, bliższe lub dalsze, ale znajomości. Kiedy mu się przypomniało, że ma jednego przyjaciela, to budziło się w nim pragnienia zobaczenia go, pogadania o sprawach, które kiedyś ich łączyły. Najpierw na gruncie zawodowym, później ich drogi rozeszły się, ale zawsze trafiła się jakaś okazja by się spotkać. Pomimo, iż minęło już wiele lat od kiedy ich zawodowe drogi się rozeszły, ta przyjaźń pozostała na tym samym etapie. Bez względu na czas, jaki dzielił ich od ostatniego spotkania, każde kolejne spotkanie było takie, jakby ich kontakty nigdy nie zostały przerwane.

I tak od lat. Był to pewien fenomen potwierdzający, zdaniem Krzysztofa istnienie między ludźmi czegoś głębszego niż tylko powierzchowne i płaskie kontakty.



© 2020 IRENEUSZ CENCORA